Humor żydowski - kawały o żydach
| Strona 1 | 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 Nastepne z kategorii: Szmonces Idzie Żółtko ulicą szukając zakładu zegramistrzowskiego. Nagle patrzy: sporej wielkości budynek z wywieszonym ogromnym zegarem w witrynie. Wchodzi, podchodzi do faceta stojącego za ladą i mówi: - Dzień dobry. - Dzień dobry. - Chciałbym zreperować zegarek. - A co mnie to obchodzi? - To nie jest zakład zegarmistrzowski? - Nie. To jest burdel. - To czemu pan wywiesił zegar w witrynie? - A co miałem wywiesić?
Łabędź, podobno przystąpiłeś do spółki z Cymermanem, ale on jest bogaty a Ty goły jak święty turecki, jak to się dzieje? - Posłuchaj, teraz on ma pieniądze a ja doświadczenie, a po roku to ja będę miał pieniądze, a on doświadczenie. Icek spotyka panią Salcię (w której się od dawna kocha) i mówi: - Pani Salcie! Pani mąż wyjechał w delegację, może ja bym do pani przyszedł wieczorkiem na kolacyjkę ze śniadankiem - nie będzie się pani czuła samotna... Na co pani Salcia z oburzeniem: - Ależ panie Icek! Ja nie jestem kobietą lekkich obyczajów! - Ależ pani Salcie! Któż tu mówi o pieniądzach? Łabędź i Żółtko zwiedzają wesołe miasteczko. Stają przed karuzelą. - Ta karuzela - mówi Żółtko należy do Kona. Chodźmy się trochę przejechać. Po kilku okrążeniach Żółtko zbladł, potem zzieleniał i dostał torsji. - Zejdź z karuzeli - radzi Łabędź. - Nie mogę. - Dlaczego? - Bo Kon jest mi winien pieniądze i tylko w ten sposób mogę je odebrać.
Mosiek budzi się w nocy i widzi, że z jego łoża wystają trzy pary nóg. Jeszcze trochę zaspany, liczy dla pewności: - Moje nogi, Salci nogi, a to czyje nogi? Powtarza: - Moje nogi, Salci nogi, a tu czyje nogi? Wyskakuje z łóżka i jeszcze raz liczy: - Moje nogi, Salci nogi... A ja się głupi denerwował! |
Chodzący rozum - Powiedz mi, gdzie siedzi rozum? - pyta nauczyciel małego Laiba. - On wcale nie siedzi - odpowiada rezolutnie uczeń. - No to gdzie jest? - dziwi się nauczyciel. - On chodzi za interesami - tłumaczy Laib. - Za interesami? Dlaczego? - Bo jak by on tylko siedział, to on by nie był żaden rozum - wyjaśnia mały filozof. - Muszę powiedzieć, że moja żona jest wspaniała! - oświadcza Rozenbaum, na przyjęciu urodzinowym małżonki. Matka odciąga go na bok i mówi: - Jak mogłeś powiedzieć, że ta twoja ruda, wredna wiedźma jest wspaniała? - Ależ mamusiu, ja nie powiedziałem, że jest wspaniała. Ja powiedziałem, że muszę tak powiedzieć. Żona i weksel zawsze wracają. Icek z żoną Chaną w piękne sobotnie popołudnie wybierają się na piknik za miasto. Jest upał, więc siadają w cieniu rozłożystego drzewa. Nagle Chana zrywa się z krzykiem. - Icek, ratuj! - Co się stało? - Mrówki mnie jedzą! A Icek patrzy na swoją brzydką małżonkę i mówi wzdychając: - Aj, aj, aj! Do czegóż to głód może doprowadzić! Dwóch właścicieli firm z branży odzieżowej je razem lunch. Goldstein mówi do kolegi: - Zeszły tydzień był najgorszym tygodniem w moim życiu... - Co się stało ?? - pyta Birnbaum - Pojechałem z żoną na wakacje na Florydę, padało przez 7 dni i nocy, więc moja żona spędzała czas na zakupach, wydała kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Gdy wróciłem do Nowego Jorku okazało się, że ta świnia, mój przyrodni brat - księgowy - wykiwał mnie na milion dolarów, a na koniec, gdy w poniedziałek przyszedłem rano do pracy zobaczyłem jak mój rodzony syn, na moim własnym biurku dyma moją najlepszą modelkę... - I ty myślisz, że miałeś zły tydzień ?? - odpowiada Birnbaum - mój był dużo gorszy...Pojechałem z żoną na wakacje na Florydę, padało przez 7 dni i nocy, więc moja żona spędzała czas na zakupach, wydała kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Gdy wróciłem do Nowego Jorku okazało się, że ta świnia, mój kuzyn - księgowy - wykiwał mnie na milion dolarów, a na koniec, gdy w poniedziałek przyszedłem rano do pracy zobaczyłem jak mój rodzony syn, na moim własnym biurku dyma moją najlepszą modelkę... - Jak możesz mówić, że twój tydzień był gorszy od mojego ?? - oburzył się Goldstein - przecież były identyczne... - No wiesz !!?? - powiedział jeszcze bardziej oburzony Birnbaum - przecież ja szyję ubranka dla psów. |